Opublikowano 2 komentarze

Angielski przez 55

Angielski przez 55

Angielski przez 55

Znasz ten przypisywany Einsteinowi cytat? „Gdybym miał godzinę na rozwiązanie problemu, od rozwiązania którego zależałoby moje życie, to 55 minut poświęciłbym samemu problemowi, a 5 minut znalezieniu rozwiązania”.

Podobno te słowa wypowiedział nie Einstein a ktoś inny, i nawet proporcje były nieco inne. Generalnie jednak poświęcanie większości czasu na dogłębne zrozumienie tego, czym jest problem, a pozostałego czasu na znalezienie rozwiązania, przemawia chyba do wszystkich.

A Ty, ile czasu poświęcasz na dogłębne zrozumienie tego, czym jest angielski? Czy nie jest tak, że większość czasu poświęcasz temu, jak z angielskim sobie radzić, czyli rozwiązaniu, a nie temu, żeby zgłębić na swój sposób to, czym jest angielski jest, tj. zupełnie wbrew powyższemu cytatowi?

Poznaj historię Marka.

Marek miał godzinę na to, by ujść z życiem. Szalony i okrutny Szef Wszystkich Szefów skazał go na śmierć. Podobno poszło o to, że Marek publicznie wyraził się o wyższość Miasta Stołecznego Warszawy nad Miastem Pomorza Zachodniego Szczecinem, ale kto do końca zgłębi umysł szaleńca i okrutnika? Inna wieść niesie, że Szef Wszystkich Szefów stał się Szaleńcem i Okrutnikiem, gdy wyleciał ze szkoły średniej, bo oblał komisyjny z fizyki.

Podobno nauczyciela od fizyki z tego liceum, który zaginął po po ogłoszeniu wyników rzeczonego egzaminu komisyjnego, nigdy nie odnaleziono. Prawda to czy fałsz? Nigdy tego nie potwierdzono. Ale nigdy także temu nie zaprzeczono.

Nie wiadomo, czy to szaleństwo czy okrucieństwo Szefa Wszystkich Szefów zostawiło Markowi cień, a raczej kroplę szansy na przeżycie. Bo trzeba koniecznie powiedzieć, że jeśli chodzi o fizykę, to z i Marka żaden einstein nie był.

Basen

Marka zabrano do piwnicy i wepchnięto do na razie jeszcze pustego basenu. Na wyłożonym kafelkami dnie stało ciężkie metalowe krzesło, do którego przykuto bladego jak śmierć Marka zostawiając mu nieskrępowane ręce. Naprzeciwko krzesła stał metalowy stół, na którym znajdowały się – na pierwszy rzut oka – dwa przedmioty: metalowa waga szalkowa i książka.

Gdy ucichły odgłosy kroków dwóch oprawców wychodzących z pustego jeszcze basenu, którzy zostawili Marka sam na sam z szalkową wagą i książką, Marek usłyszał najpierw szum wody i od razu potem za swoimi plecami i nieco jakby z góry głos Szefa Wszystkich Szefów: „Ten basen za godzinę napełni się wodą. Jeśli jednak przed utopieniem się, czyli przed upływem godziny dasz mi poprawną odpowiedź na pewne pytanie, ujdziesz z życiem”.

Markowi zabrakło tchu, żeby odpowiedzieć, chociaż woda dopiero co zaczęła mu tylko obmywać buty. Skinął tylko niezdarnie głową gorączkowo szukając wzrokiem źródła szumu wody i naprężając wpijające się w kostki i ściśnięty strachem żołądek łańcuchy, którymi był skrępowany.

„Widzisz tę wagę – ciągnął Szaleniec i Okrutnik – i te figurki na szalkach?” Marek dopiero teraz zauważył, że na szalkach znajdowały się jakieś gładko połyskujące, ale jakby wyrzeźbione lub odlane – nie mógł się zdecydować – przedmioty. „To warszawska Syrenka i szczeciński Gryf – znów odezwał się głos znad basenu. – „Ważą tyle samo, ale jedna z figurek to szczere złoto, a druga to tylko pozłacane srebro”. Marek w dalszym ciągu nic nie rozumiał. „Jeśli, zanim się utopisz, powiesz mi, czy to Syrenka czy Gryf jest ze szczerego złota, każę zatrzymać dopływ wody”.

Strach

Strach miał swoje coraz bardziej dojmujące objawy. Wcześniej Marek nie mógł z trwogi oddychać, a teraz miał wrażenie, że serce przestało mu bić! Patrzył szeroko otwartymi oczami, bo o mruganiu już dawno zapomniał i nie mógł w to wszystko uwierzyć. Widział tylko szalony i okrutny wzrok swego Sędziego i Kata i słyszał szumy i pluski wzbierającej powoli wody. Nagle Marek wzdrygnął się na dźwięk szaleńczego i okrutnego śmiechu odbijającego się od białych gładkich płytek, którymi wyłożone było pomieszczenie. Dusząc się ze śmiechu, Szef Wszystkich Szefów wycharczał: „Aha,… jeszcze… je… jedno! Ta… ta… książka może się… się…przydać”. „Ha, ha, ha…”. Po chwili oniemienia, Marek zaczął płytko, głośno i szybko oddychać. Pociemniało mu w oczach. Dopiero po chwili ujrzał napis na książce. „Podręcznik z fizyki dla szkół średnich”!

Dylemat

Nie miał pojęcia, co ma z tym wszystkim zrobić! Jeszcze raz wykręcił się za siebie, żeby spojrzeć na Szefa Wszystkich Szefów, ale ten nalewał sobie właśnie coś do szklanki z butelki wziętej z obficie zaopatrzonego barku. Marek chwycił figurki w dłonie. Rzeczywiście wyglądało na to, że tyle samo ważą. A niech to! Przecież to jedyna rzecz, której jest pewien! Traci czas! Ostatnia godzina jego życia!

Zostawmy na chwilę Marka. Czy znana Ci jest pewna legenda związana z Archimedesem? Według niej Archimedes dostał trochę czasu na rozwiązanie pewnego problemu. Miał zginąć, gdyby nie przedstawił przekonywającego rozwiązania. Jednak udało mu się znaleźć rozwiązanie! To wtedy właśnie, jak głosi legenda, wyskoczył z wanny i biegnąc nago przez miasto wykrzykiwał „Eureka!”, czyli „Znalazłem”. Archimedes odkrył wtedy siłę wyporu, co doprowadziło do określenia ciężaru właściwego, i w ogóle do sformułowania prawa Archimedesa. Wracajmy do Marka i do basenu, w którym woda sięgała już do kostek nieszczęsnego Marka.

Marek słyszał o sile wyporu, prawie Archimedesa i ciężarze właściwym, nawet potrafił je powtórzyć z głowy, ale nie miał pojęcia, jak można to wszystko zastosować w praktyce do… ocalenia sobie życia! Wtedy Marek przypomniał sobie ten cytat. Tak, ten sam, przypisywany Einsteinowi cytat. I postanowił zastosować się do niego.

Problem

Odłożył figurki z powrotem na szalki i zagłębił się (przepraszam, trochę niestosowne słowo, zważywszy na sytuację) w lekturze. Mimo tego, że woda kolejno mijała mu kolana, potem siedzisko krzesła, potem cale jego spodnie znalazły się pod wodą i zaczęła sięgać do ramion, Marek nie przestawał zgłębiać problemu. Czytał o ciężarze właściwym, o wyporze, o objętości, o złocie i o srebrze…

Nagle, już miał zakrzyknąć, jak niegdyś zrobił to Archimedes, „Eureka!”, gdy wciągnął potężny haust wody do ust. Rozkaszlał się tylko, zadzierając głowę do góry i udało mu się jedynie wyszukać pełnym tryumfu wzrokiem Szefa Wszystkich Szefów. Po czym sięgnął po wagę, która jeszcze nie była do końca zanurzona, nabrał ile mógł powietrza do płuc i zanurzywszy się, tak szybko, jak na to pozwalało poruszanie się pod wodą, postawił ją na dnie basenu.

Szczęśliwe zakończenie?

Jestem ciekaw Twojego zdania na temat tego, czy Markowi udało się ocalić życie? I nie mam tylko na myśli tego, czy udało mu się rozwiązać problem. Bowiem mamy tu aż cztery możliwości: 1. Marek rozwiązał problem i zachował życie; 2. rozwiązał problem, ale i tak został zgładzony, bo Szaleniec i Okrutnik nie dotrzymał słowa; 3. nie rozwiązał problemu i został zgładzony; 4. nie rozwiązał problemu, ale został oszczędzony (z dowolnego powodu).

Jak myślisz, jak zakończyła się „basenowa” historia Marka?

Napisz w komentarzu, na którą z powyższych odpowiedzi stawiasz: 1, 2, 3 czy 4. Odpowiedź już jutro.

Angielski? WHY!

Ale jaki ma to związek z nauką języka angielskiego (czy jeszcze pamiętasz, że angielski to główny nasz temat)?

Czy możesz powiedzieć, że uczenie się przez Ciebie języka angielskiego, to dla Ciebie sprawa życia lub śmierci? Mam nadzieję, że jednak nie. Ale może jednak jest to sprawa wyboru pomiędzy jedną jakością życia a drugą jakością życia (nie wchodząc za bardzo w szczegóły, bo to zawsze sprawa indywidualna)?

Czy strategia Marka, którą przyjął w tej ekstremalnej sytuacji, była słuszna? Przyniosła oczekiwany efekt? Czy ma ona jakieś przełożenie na Twoją sytuację? Co by to znaczyło, żeby z każdych lekcji, zajęć czy sesji poświęcać 90% czasu na dogłębne zrozumienie, czym angielski jest, żeby uczyć się go w najskuteczniejszy, najszybszy i najbardziej satysfakcjonujący sposób? I potem dopiero – dosłownie i w przenośni – mieć swoje pięć minut triumfu? A może nie?

Rozumiesz, o czym mówię?

Tomasz English Wyszkowski

PS Jeśli chcesz wiedzieć, jak skończył Marek, jutro wieczorem szukaj dokończenia „basenowej” historii, która zaważyła nad być albo nie być Marka.

2 komentarze do: “Angielski przez 55

  1. […] Chcesz wiedzieć, jak skończył Marek? Jak zakończyła się „basenowa” historia, która zaważyła nad być albo nie być Marka? (Link do pierwszej części, tj. 1/2, tutaj). […]

Możliwość komentowania jest wyłączona.